Muzeum Miejskie Suchej Beskidzkiej - obiekt miesiąca
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcejRozumiem

CIEKAWOSTKA MIESIĄCA - maj 2019

OD POJEDYNKU SĄDOWEGO DO PRYWATNEGO POJEDYNKU HONOROWEGO

OD POJEDYNKU SĄDOWEGO
DO PRYWATNEGO POJEDYNKU HONOROWEGO
[...] W Europie zachodniej w XIII w. rycerze powinni stawić się konno i w pełnym uzbrojeniu, a więc w hełmie, pancerzu kolczym i nałożonej na nim zbroi w rodzaju brygantyny, w żelaznych trzewikach oraz z tarczą nabijaną metalowymi guzami. Ochronę wierzchowca stanowić miało żelazne nakrycie, czyli ladry w postaci plecionki kolczej, sięgającej aż do pęcin konia, jego łeb zaś winien osłaniać naczółek. Na broń zaczepną składały się: kopia i dwa miecze – jeden przytroczony do łęku siodła, a drugi przypasany u boku. Zastrzeżono wszakże, aby groty sztychy mieczów nie były zbyt ostre, gdyż nie powinny przejść przez ogniwka kolczugi. Gdyby nie ta ostatnia klauzula, zabraniająca używania koncerzy, podobne uzbrojenie można uznać za odpowiadające wymogom na zwykłym polu walki.
            [...] W tym czasie duellum [walka na kije (maczugi0 lub miecze)] zyskiwało coraz bardziej znaczenie pozasądowego środka obrony honoru, w celu odwrócenia od siebie potwarzy lub pomszczenia doznanej krzywdy. Nastąpiła zatem fuzja zjawiska o starej metryce z nową ideą walki rycerskiej. Jakkolwiek nabrała ona charakteru prywatnego, to jednak wymuszała publiczne uznanie pełnej wartości człowieka zagrożonej takim samym publicznym pohańbieniem czci. Sakralny charakter pojedynku wyrażał się przekonaniem, iż tylko krew zmywa plamę na honorze, a więc stanowi on rytualną formę ludyczną. Gdy cesarz Karol IV obraził mocnymi słowami cześć Elżbiety Łokietkówny, matki króla węgierskiego Ludwika, jego posłowie gotowi byli stanąć do równej walki i pojedynku w obronie swego króla i jego matki, gdyż tę zniewagę można zmazać tylko krwią. Bez względu zresztą na proweniencję pojedynku skupiał on w sobie zarówno dowód prawa, jak i bożą łaskę.
            Pod rokiem 1389 Jan Długosz zanotował w swojej kronice, że Gniewosz z Dalewic, podkomorzy krakowski, usiłował fałszywymi pomówieniami splamić cześć królowej Jadwigi. Jej obrony podjął się Jan z Tęczyna, kasztelan wojnicki, przekonany przysięgą, że nie znała ona niczyjego łoża oprócz swego męża, i postawił 12 rycerzy, którzy byli gotowi pojedynkiem bronić niewinności królowej. Pomijając kwestię wiarygodności tego przekazu co do rzeczywistego przebiegu wydarzeń, poświadcza on respektowanie pojedynku jako środka dowodowego w celu obalenia oskarżenia, i to niedługo po potępieniu ordaliów przez papieża Grzegorza XI.
            W rachunkach dworu Władysława Jagiełły i Jadwigi pod datą 5 V 1390 r. (czwartek) odnotowano wydatki związane z pojedynkiem pomiędzy niejakim Tomaszkiem a Piotrem Kmitą, synem zabitego w 1376 r. starosty krakowskiego Jana. Jakkolwiek zapiska jest bardzo lakoniczna i nie dostarcza wielu informacji, to jednak fakt odbycia się walki jest pewny. Działo się to w Nowym Mieście Korczynie, dokąd z tej okazji zjechało się wielu podejmowanych przez królową Jadwigę gości [...]. Przybyli wówczas m.in. kanclerz Zaklika z Międzygórza, kasztelan krakowski Dobiesław z Kurozwęk oraz ochmistrz dworu królowej Krystyn z Ostrowa. Na skromnym zazwyczaj stole znalazły się wykwintne potrawy, a wszystko w celu uświetnienia całej imprezy, tym atrakcyjniejszej, że nie pozbawionej dużej porcji emocji.
            Udział królowej w tego typu widowisku mamy poświadczony jeszcze w 1394 r., kiedy w wigilię św. Michała (poniedziałek 28 września) podejmował ją obiadem mieszczanin krakowski Winko z Gdańska, bachmistrz w żupach solnych.
            Nie bywał natomiast na takich imprezach Władysław Jagiełło, które chyba nie gustował w tego typu widowiskach. Jakby na ironię losu samo życie nie tylko, że nie skąpiło mu przeżyć związanych z pojedynkami, to jeszcze kazało zdawać się na ich wyrok. Gdy w 1431 r. Jan Strasz z Białaczowa h. Odrowąż został postawiony przed specjalnym sądem rycerskim pod zarzutem oczerniania królowej Zofii, w celu jego odparcia wyraził on gotowość wystąpienia obyczajem rycerskim z bronią w ręku przeciwko swym adwersarzom, wśród których byli m.in. Wojciech Malski, kasztelan łęczycki i ochmistrz dworu królowej, oraz Mściwoj ze Skrzynna, Klemens Wątróbka ze Strzelec i Piotr z Kurowa. Po czym – jak odnotował Jan Długosz – przez wyciągnięcie ręki prawej na dowód niewinności pozywał każdego z oskarżycieli na pojedynek, a gdy nikt jego wyzwania nie podjął, sędzia nakazał mu wykonanie przysięgi oczyszczającej. [...]
            W XV w. pojedynki stały się jednym z ważniejszych przejawów kultury rycerskiej. Nie dziwi zatem fakt, iż zaczęto wykorzystywać je nawet jako instrument walki politycznej. Przykładem może być sprawa Andrzeja Ciołka z Żelechowa, który w okresie tzw. burzy koronacyjnej wielkiego księcia Witolda posłował wraz z Piotrem Korczbokiem do elektorów Rzeszy z ramienia Władysława Jagiełły, a następnie w maju 1429 r. wysłany został przez niego na Litwę. Witold, rozgniewany treścią legacji, wskazującej na znajomość przez króla jego kontaktów z Zygmuntem Luksemburskim w sprawie korony, powiadomił o wszystkim mistrza Pawła von Rusdorf. Zaproponował także, aby w celu zdyskredytowania Andrzeja Ciołka w oczach opinii publicznej doprowadzić do jego pojedynku z Janem Stangebergiem, gdyż przegrana królewskiego posła miała poświadczyć kłamliwość przedstawionej przez niego wersji wydarzeń. [...]
            Ale najbardziej interesujący, gdyż najdokładniejszy spośród wszystkich znanych dotychczas opis pojedynku zachował się w księdze wydatków miasta Krakowa w pozycji dotyczącej wydatków dla uczczenia króla. Zanotowano tam, że w czwartek 28 I 1518 r. odbył się konny pojedynek pomiędzy dworzanami królewskimi: Andrzejem Zakrzewskim herbu Gryf z Turostowa i Łopienna, podówczas pisarzem królewskim (zm. 1535), i Janem Zambockim herbu [Suche] Kownaty lub Szeliga, również dworzaninem i pisarzem w kancelarii królewskiej (zm. 1529), któremu Andrzej Zakrzewski zarzucił sprzyjanie herezji, niskie pochodzenie i kradzież. Były to zarzuty ciężkie, toteż obrażony i dotknięty na honorze dworzanin wyzwał swego oskarżyciela na pojedynek. Sprawa ciągnęła się aż dwa lata, ale ostatecznie w 1516 r. Jan Zambocki uzyskał zgodę królewską na obronę swego honoru z bronią w ręku. Upłynęły wszakże kolejne dwa lata, zanim doszło do samego spotkania.
            Była to walka konna, która odbyła się na placu przed ratuszem, w obecności króla Zygmunta Starego, Zygmunta Herbersteina – posła cesarza Maksymiliana I Habsburga, wielu dygnitarzy i szlachty oraz licznie zgromadzonej gawiedzi. Pojedynek był bardzo zacięty, skoro podczas walki na kopie padł koń Jana Zambockiego, któremu zresztą znakomity poeta później arcybiskup gnieźnieński i prymas Andrzej Krzycki poświęcił specjalne epitafium [...].
            Spór rozstrzygnęła walka na miecze, z której Jan Zambocki wyszedł zwycięsko, zadając Andrzejowi Zakrzewskiemu ciężką ranę. [...]
            Po pojedynku władze miasta Krakowa urządziły w ratuszu bankietem z udziałem dostojnych gości, na którym ofiarowano królowi wspaniały półtorakilogramowy pozłacany srebrny dzban za prawie 109 florenów, tj. 68 grzywien 2 grosze. To przyjęcie nawiązuje do zwyczajów w Europie Zachodniej, ale tam odbywało się to – jak pamiętamy – na koszt pojedynkowiczów. Wypada dodać, że trzy i pół miesiąca później wydatki związane z koronacją Bony kosztowały miasto tylko nieco dwa razy więcej, a przecież to zupełnie inna ranga wydarzeń – przynajmniej w naszym dzisiejszym rozumowaniu.
            [...]
            W zaprezentowanych opisach uwagę zwraca fakt, iż były to walki konne – niewątpliwie na broń drzewcową – i piesze na broń sieczną, a zatem podobne do turniejowych. Inna była wszakże motywacja tych starań. Duellum bowiem to walka o słuszność sprawy, a jej wynik rozstrzygał o prawdziwości lub bezzasadności oskarżenia i najczęściej kończył się śmiercią jednego z jego uczestników. W świetle źródeł czeskich zwycięzca decydował o losie pokonanego; mógł go ściąć własną ręką, ale wolno mu było również darować życie. Nie wiemy natomiast, jak wyglądała ta sprawa w przypadku pojedynku zbrojnego. Może i wtenczas działała odpowiedzialność rodowa lub wynikająca ze stosunku lennego. [...] Późnośredniowieczne pojedynki nie były już tak krwawe, ale wskazywały zwycięzcę – jak przykładowo w 1518 r. pomiędzy Janem Zambockim i Andrzejem Zakrzewskim, który – jak wiemy –  pomimo przegranej przeżył swoje duellum, a nawet niebawem awansował w hierarchii urzędniczej, gdyż w 1520 r. został sekretarzem królewskim oraz wojskim poznańskim, w 1524 r. zaś burgrabią krakowskim.
 
Fragm. „Pojedynki i harce, turnieje i gonitwy / Walki o życie, cześć, sławę i pieniądze w Polsce Piastów i Jagiellonów” Jana Szymczaka.

FACEBOOK

KLAUZULA INFORMACYJNA

Klauzula informacyjna RODO