Muzeum Miejskie Suchej Beskidzkiej - obiekt miesiąca
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcejRozumiem

CIEKAWOSTKA MIESIĄCA - marzec 2019

Sebastian Bury - Harnaś spod Żywca

          Pochodził  z Rajczy, wsi położonej niedaleko Żywca, w południowej części Żywiecczyzny, nad potokiem Ujsoła, prawym Dopływem Soły. W 1630 roku wójt Andrzej Komoniecki, autor kroniki Żywca, spisanej na przełomie XVII i XVIII wieku odnotował, że „... z towarzystwem swoim w żywieckim państwie i indziej grasował, mając kompanią, która z chorągwią za nim chodziła”. Był to rok największej popularności harnasia Sobka Burego i zarazem ostatnie miesiące jego działalności. W lipcu zginął na żywieckim rynku powieszony na haku za ostatnie żebro, jak sławnemu zbójnickiemu hetmanowi przystało.
          Data urodzin Sebastiana Burego nie jest znana, brak też danych o rodzinie, w której przyszedł na świat, zaś źródła nie podają jego wieku w chwili śmierci. W aktach sądowych Żywca postać Sobka Burego pojawia się regularnie w zeznaniach od 1624 roku począwszy.
          Po raz pierwszy wspomina o nim przesłuchiwany 9 lipca 1624 roku Matus [Mateusz] Szczotka relacjonując napad na dwór Palczowskich w Marcówce. Bury jak wynika ze wspomnianych wyżej zeznań, był członkiem kompanii Szczotki i brał czynny udział w organizowanych przez nią rozbojach. I tak następnego dnia po obrabowaniu dworu w Marcówce część tej grupy dokonała napadu na tabor wozów, przejeżdżających przez Przełęcz Kociewską drogą wiodącą z Żywca do Andrychowa. Łupem zbójników padło mienie niejakiego Ratyńskiego, głównie bogate szaty, o których mowa w zeznaniu. 2 lipca 1624 roku grupa Szczotki obrabowała Słowaków wracających z jarmarku w Bielsku. Przygotowując ten napad kompania spędziła trzy dni w zasadce. Przesłuchiwany Szczotka zeznał, że zapamiętał Sebastiana Burego jako dzielnego towarzysza w czasie tych wszystkich akcji, szczegółowo zaś zrelacjonował jeden z jego wyczynów. Otóż pewnego razu trzech zbójników z omawianego towarzystwa rabowało miód z barci. Przypadkowym świadkiem tego zdarzenia stał się mieszczanin żywiecki Urban Krzysek. Przyłapani na gorącym uczynku rabusie zabrali niewygodnego świadka ze sobą do lasu, gdzie czekała reszta grup, tam poczęstowali go miodem, czyniąc tym samym uczestnikiem przestępstwa i zamierzali puścić wolno. Krzyska poznał jednak Jakub Luberda ze Świnnej, krewny jednego ze zbójników Stanisława Borsuka, który przynosił im jedzenie do kryjówki i akurat znajdował się w kompanii. Bojąc się, że zostanie rozpoznany jako osoba pomagająca zbójnickiemu towarzystwu zaczął przekonywać obecnych, że niewygodnego świadka należy zabić. Ci zachowali się jednak obojętnie, stwierdzając: „... porwon diabłu [niech go diabli wezmą – przyp. aut.], nic nam nie winien, zabij go sobie, jeśli trzeba”. Borsuk polecił więc zabić Krzyska jednemu z grupy – Uherkowi, ten jednak odmówił. Wtedy Sebastian Bury „... wziąwszy go wiódł do potoka, tamże zabił” siekierą. Relację o tym czynie Burego zawiera też zeznanie wspomnianego już Jakuba Luberdy przesłuchiwanego 31 lipca i 1 sierpnia 1624 roku w Żywcu, a sądzonego właśnie z pomoc udzielaną kompanii Szczotki. Informacje o Burym pojawiają się jeszcze raz w 1624 roku w zeznaniach Kuby Cyganika z 10 lipca. Twierdzi on jakoby w czasie napadu dokonanego przez zbójników na Żydów w Brzeźnicy Sobek Bury częstował wszystkich baranim mięsem i wódką. W następnym roku wspomniał znów o nim przesłuchiwany 23 października Jan Cebula, który, podobnie jak Bury, należał do dwudziestopięcioosobowego towarzystwa Jerzego Drahorza z Czadcy (Čadca – obecna Słowacja). Cebula na mękach zdradził między innymi miejsca schronienia i zimowania towarzyszy. O Burym dowiadujemy się, że „... czasem sam, czasem z towarzystwem bywa najczęściej u kowalia [kowala] na Milówce przy bracie”. Istotnie Bury miał w Milówce brata wżenionego w rodzinę miejscowego kowala, a brat ten pomagał całemu towarzystwu dostarczając żywności, informacji, załatwiając zbójnikom różne sprawy itp. W wyniku zeznań Cebuli większość towarzystwa Drahorza wpadła w ręce sprawiedliwości. Prawdopodobnie właśnie w tym czasie Sebastian Bury stał się samodzielnym harnasiem. W 1630 roku figuruje już u Komonieckiego jako sławny hetman, kierujący co najmniej kilkunastoosobową kompanią. Jakie były dzieje zbójnickiej kariery Sobka Burego między 1625 a 1630 rokiem, nie wiadomo; milczą o tym akta sądowe i kroniki żywieckie.
          W 1630 roku Bury trafił przed oblicze żywieckiego sądu, ujęty w czasie hucznej zabawy w Milówce w lipcu tegoż roku. Po szeregu napadów w okolicach Trzebini i Juszczyna całe towarzystwo udało się do Milówki. Bury z dziewięcioma towarzyszami zawitał do domu Szymona Szczotki, gdzie zastał niespodziewanie księdza Walentego Iwanowskiego. Kapłan ten, proboszcz z miejscowości Radziechowy, przyjeżdżał w święta do Milówki, by odprawiać tam nabożeństwa, bowiem wieś, która posiadała już wtedy nowy kościół, nie zdążyła dorobić się probostwa. Po zakończonej właśnie mszy, a było to 2 lipca, w dniu święta Nawiedzenia Matki Bożej, ksiądz był podejmowany w domu Szczotków. Sobek Bury wraz z częścią towarzystwa przyłączył się do poczęstunku i „... z księdzem plebanem ciesząc się, kazał huczno trunków i jadła nosić”. W tym samym czasie reszta kompanii ucztowała w karczmie. O pobycie towarzystwa Burego w Milówce został powiadomiony starosta żywiecki Krzysztof Czarnecki, który natychmiast zorganizował obławę. Kto poinformował władze o miejscu pobytu zbójników, nie wiadomo. Z Żywca wyruszyła do Milówki grupa stu pięćdziesięciu mieszczan. Po przybyciu na miejsce otoczono dom Szczotki i zaatakowano nie spodziewających się napaści biesiadników. W ostatniej chwili zaalarmował towarzyszy jeden ze zbójników, sam kryjąc się pod kadzią. Bury z towarzyszami schronił się na górze szopy i stamtąd zaczął się dosyć skutecznie bronić. Wtedy szopę podpalono, a Burego i siedmiu zbójników ujęto.
          Z obławy ocalało dwóch towarzyszy Sobka; jeden z nich był wspomniany już zbójnik, który ukrył się pod kadzią, a jedynym świadkiem jego ucieczki był ksiądz, który jednak ukrytego nie wydał. Drugi ze zbójników zbiegł w czasie strzelaniny z płonącej szopy i „... przepłynąwszy na brzeg tam na despekt ubranie opuściwszy, zadek na nich wypiął, a potym do lasu uciekł”. Zbiec udało się też tej części kompanii, która bawiła się w karczmie. Burego i siedmiu zbójników związano, wsadzono na tratwę i rzeką, aby uniemożliwić im ucieczkę, dostarczono do Żywca. Po zwykłych w takich razach przesłuchaniach Burego skazano na powieszenie na haku, jego towarzyszy zaś na ćwiartowanie.
          Źródła nie podają dokładnej daty śmierci Burego. Miało to prawdopodobnie miejsce pod koniec lipca; ujęto go, jak wiemy 2 lipca, zaś przesłuchiwania i cała sprawa w sądzie trwały wówczas krótko, zwłaszcza gdy chodziło o zbójników którzy najczęściej stawali przed sądem doraźnym. Kronikarz żywiecki zanotował, że Sobek Bury zginął z odwagą i fantazją. Ciągnięty na hak kpił sam z siebie, wołając „Wio Bury do góry”, a patrząc z wysokości szubienicy na śmierć kompanów dogadywał katu: „Narąbałeś mięsa jedzże go”. Konającego na haku harnasia kat dobił wreszcie strzałem na interwencję obecnych przy egzekucji księży, którzy często w ten sposób starali się ulżyć skazańcom.
          Relacja o egzekucji Burego przeszła do ludowej legendy. W folklorze słownym Żywiecczyzny funkcjonuje wątek śmierci tego harnasia, opowiadający jak to skazaniec przeklina kata, prowadzi z nim całą dysputę i obiecuje zdrajcom rychły koniec na szubienicy. Istnieje też na tym terenie szereg opowieści o skarbach Sobka Burego zakopanych  w okolicach Milówki i Przełęczy Kociewskiej, Żywca. Ogólnie jednak wątki folklorystyczne związane z tą postacią są nieliczne i ubogie.
 
 „Poczet Harnasi Karpackich” Urszula Janicka-Krzywda

Elektroniczny Rejestr Kapliczek

FACEBOOK

KLAUZULA INFORMACYJNA

Klauzula informacyjna RODO