Muzeum Miejskie Suchej Beskidzkiej - obiekt miesiąca
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcejRozumiem

CIEKAWOSTKA MIESIĄCA - czerwciec 2018

Pobyt cesarza Austrii Franciszka Józefa I na ziemi żywieckiej w dniach z 2 na 3 listopada 1851 r. Andrzej Szewczyk

Pobyt cesarza Austrii Franciszka Józefa I na ziemi żywieckiej w dniach z 2 na 3 listopada 1851 r.  
Andrzej Szewczyk
 
   Franciszek Józef I, którego 100. rocznica śmierci przypadła w 2016 r., a w 2018 r. minie 170. od przejęcia przez niego władzy, bywał w Galicji wielokrotnie. Jednak jego wizyty nie zawsze miały taki sam charakter. Były to podróże oficjalne, zwane również inspekcyjnymi, wojskowe oraz okazjonalne.[1]
   W swoim 68-letnim panowaniu cesarz odbył dwie oficjalne podróże po Galicji. W trakcie podróży inspekcyjnej po Galicji i Bukowinie w okresie 11 października – 3 listopada 1851 r. Franciszek Józef I przebywał w Żywcu w dniach z 2 na 3 listopada.  
   Jednak aby lepiej zrozumieć nastroje społeczne panujące w Galicji w trakcie pierwszej cesarskiej wizyty, jakże odmienne od oficjalnych, jednobrzmiących, entuzjastycznych opisów jej przebiegu, publikowanych w „Gazecie Lwowskiej” i krakowskim „Czasie”, musimy cofnąć się przynajmniej do lat 40. XIX w., do  wydarzeń związanych z rewolucją krakowską (powstaniem) i rabacją galicyjską zwaną „krwawymi zapustami”.
   Dla uważnego obserwatora nie brak było oznak, że nadciągają wydarzenia ważne i wielkie. Przede wszystkim lata czterdzieste ciężko dały się we znaki wsi galicyjskiej. Nie dość że kraj był gospodarczo zacofany i biedny, pojawiła się jeszcze wyjątkowa seria klęsk elementarnych: ulewne deszcze i powodzie 1844 r., zaraza ziemniaczana, drożyzna i głód w roku następnym. Pojedyncze wsie i całe okolice cierpiały nędzę wprost niebywałą; niedożywieni ludzie marli od byle chorób, prasa donosiła o wypadkach kanibalizmu. Szerzyło się masowo żebractwo i kradzieże. Dwory nie rezygnowały z pańszczyzny odrabianej przez chłopów. Szlachta niechętnie dawała włościanom zapomogi na siew, tłumacząc, że chłopi zjadają ziarno siewne. Masowe oburzenie wywoływały wypadki spekulacji zbożem.  [Stanisław Grodziski, W Królestwie Galicji i Lodomerii, Kraków 1976, s. 175.]
   Powstanie krakowskie, zwane też rewolucją, miało rozpocząć się w Krakowie, by stamtąd objąć jak płomień wszystkie trzy zabory. Planowano, iż jednego dnia, to jest 21 lutego 1846 r., gromady powstańców uderzą na miasta powiatowe, sparaliżują władzę zaborczą i uzyskawszy w ten sposób teren do działań, sformują pułki, dywizje i korpusy.
   Ożywienie społeczeństwa krakowskiego było duże. Wolne Miasto Kraków było z dawna objęte agitacją powstańczą, która padała na podatny grunt wśród miejscowej inteligencji, młodzieży akademickiej, rzemieślników, robotników, nawet górników z Wieliczki i Chrzanowa; chętnie nakłaniali ku niej ucha okoliczni włościanie.
   Rozwój wypadków zaskoczył konspiratorów i pokrzyżował optymistyczne rachuby. Nadchodziły coraz gorsze wiadomości: o masowych aresztowaniach w Poznańskiem, o groźnych rozruchach chłopskich w Galicji, o gotowości do działań wojsk carskich, które zbliżały się od północy ku granicom Krakowa. Jednak w garnizonie austriackim stacjonującym w Krakowie panował chaos. Dowódca wojsk austriackich generał Ludwik Collin niepokojony przez powstańców wpadł w panikę. Odebrawszy wiadomość, że ze wszystkich stron ciągną na Kraków uzbrojone oddziały powstańcze, wydał rozkaz odwrotu, który wykonano 22 lutego. Tymczasem zorganizowany naprędce Rząd Narodowy Rzeczypospolitej Polskiej, wydał „Manifest rządu narodowego Rzeczypospolitej Polskiej” z górnolotnymi patriotycznymi sformułowanymi. Rząd Narodowy zapisał na swe konto wielkie osiągnięcia ideologiczne, ale nie miał równych temu sukcesów organizacyjnych. Brakowało w Krakowie broni, amunicji, koni dla kawalerii. Zabrakło również fachowców wojskowych chętnych do współpracy z powstaniem. Mimo to jednak udało się w ciągu kilku dni zgromadzić i jako tako uzbroić około sześciu tysięcy ochotników; na musztrę już zabrakło czasu.
   Do Krakowa dotarły groźne wiadomości, że chłopi na terenie Galicji czynnie poparli władzę austriacką i rzucili się na dwory. Wojsko austriackie pod dowództwem pułkownika Ludwika von Benedecka zbliżało się od wschodu i pod Gdowem 26 lutego rozbiło oddział powstańczy płk. Adama Suchorzewskiego. Powstańców wydano na pastwę zbuntowanych chłopów towarzyszących Austriakom. Edward Dembowski, sekretarz dyktatora Jana Tyssowskiego, sądząc, że na Kraków idą tylko sami chłopi, wyruszył ubrany w białą sukmanę 27 lutego naprzeciw nim, bez broni, z krzyżem w ręce, na czele nielicznej procesji. Po przejściu przez Podgórze (przedmieście Krakowa), na wzgórzu Krzemionki, gdzieś niedaleko od kopca Krakusa, natknął się na piechotę austriacką pod wodzą gen. Ludwika Collina i zginął od pierwszej salwy oddanej do bezbronnych.[2]
   W dniu 4 marca wkroczyły do Krakowa wojska rosyjskie w sile 10 batalionów piechoty i z dwudziestoma działami pod dowództwem gen. Mikołaja Paniutyna. Oddziały carskie witano gdzieniegdzie wiwatami i poczęstunkiem. Wejście wojsk austriackich było traktowane przez znaczną część ludności, i to żyjącej z handlu, za znacznie groźniejsze niż wtargnięcie Rosjan. Obawiano się, że wraz Austriakami wedrą się do miasta chłopi i rozpoczną się rzezie i rabunki.[3]  [Marian Tyrowicz, Jan Tyssowski i rewolucja 1846 r. w Krakowie, dzieje porywu i pokuty, Kraków 1986, s. 145.]
   Dyktator Jana Tyssowski podjął decyzję o udaniu się na emigrację. Postanowił schronić się w Saksonii, będącej jednym z krajów Związku Niemieckiego, bo z dworami zaborczymi nie wiązała ją konwencja ekstradycyjna. Postanowił udać się do Drezna, w którym przebywał hrabia Adam Potocki, na którego życzliwość mógł liczyć. Jednak 8 marca 1846 r. został aresztowany przy przekraczaniu rzeki Łaby i osadzony w twierdzy Königstein. Był to definitywny koniec powstania krakowskiego.[4]
   Wolne Miasto Kraków zostało wcielone do Galicji i straciło swą odrębność. 16 listopada 1848 r. odbył się uroczysty akt włączenia Krakowa do Austrii. W ramach represji zniemczeniu uległ po 1846 r. uniwersytet, jedyna poza Rosją wyższa uczelnia słowiańska do tego czasu narodowa. Czasopisma i książki w języku polskim mogły się ukazywać, o ile dopuściła je cenzura.[5]
   Wawel, już raz po trzecim rozbiorze zamieniony na koszary wojskowe, powrócił znów do tej roli.[6] Podróżnik niemiecki, Johann Kohl, napisał: „Zamek służył już wówczas za koszary załogi austriackiej, której bielizna i odzież zwisały z okien dawnych apartamentów królewskich. Tapczany żołnierskie i żelazne piecyki dziwne sprawiały wrażenie w komnatach byłych władców tego kraju. W sali tronowej kapral rozdzielał racje komiśnego chleba między szeregowców”. [7]
   Do upadku powstania krakowskiego przyczyniła się rabacja galicyjska. Bunt chłopów Galicji Zachodniej wymierzony był przeciwko właścicielom ziemskim, a zainspirowany przez administrację austriacką na wiadomość o powstaniu narodowym przygotowywanym na drugą połowę lutego. Równolegle z powstańczymi próbami ataku na Kraków, Tarnów i Rzeszów kontrpowstańcze gromady uzbrojonych chłopów zaczęły od 18 lutego 1846 r. napadać na dwory szlacheckie, paląc, rabując i mordując. Inspiracją był rzekomy, rozpowszechniany przez Austriaków jako autentyczny, rozkaz cesarza Ferdynanda I zwanego Dobrotliwym: „Szlachta nie chce zniesie poddaństwa, więc przez 24 godziny chłopy mogą rżnąć panów i robić z nimi, co się im podoba, aby więcej nie dręczyli pańszczyzną i biciem”. Czołową postacią rabacji (niem. rauben – rabować, grabić), kierującą napadami na dwory w cyrkułach tarnowskim, jasielskim i częściowo rzeszowskim był Jakub Szela ze Smarzowy koło Jasła. Tłum chłopów uzbrojonych w widły, drągi, kosy, cepy, siekiery otaczał dwór, wiązał lub zabijał na miejscu właścicieli, zwłaszcza reprezentantów folwarcznej administracji, niszczył ruchomości, akta kancelarii, dzielił między siebie zawartość spichlerzy, inwentarz, czasem ziemię.
   Na polecenie starosty tarnowskiego Józefa Breinla chłopom galicyjskim za przyniesienie do cyrkułu głowy zamordowanego szlachcica wypłacano 10 reńskich lub gdy doprowadzili go tamże żywym 5 reńskich. Za udział w napaści na dwór szlachecki pułkownik Ludwik Ritter von Benedek, jeden z animatorów rabacji galicyjskiej, proponował po cetnarze soli wielickiej. W sumie w sześciu obwodach Galicji splądrowano i spalono 470 dworów; zginęło ponad 1000 właścicieli dóbr, dzierżawców folwarków, oficjalistów dworskich, księży i leśniczych; aresztowanych zostało około 3000 osób.
   Terenem, na którym nie doszło do rzezi, był cyrkuł wadowicki. Było to zasługą starosty Josepha von Losertha, który z pomocą wojska szybko stłumił pierwsze ruchawki w rejonie Myślenic, Skawiny i Kalwarii. Ówczesny burmistrz Wadowic, Jan Stankiewicz, na polecenie starosty osobiście okładał laską rebeliantów zwożących na furmankach do miasta pobitych i powiązanych właścicieli dworów.[8]
   W „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego, snują się widma, jednym z zaproszonych gości jest Jakub Szela (Akt II, scena 15), a pamięć o „krwawych zapustach” nie głuszą dźwięki kapeli:
 
„PAN MŁODY
Myśmy wszystko zapomnieli;
mego dziada piłą rżnęli…
Myśmy wszystko zapomnieli.
 
GOSPODARZ
Mego ojca gdzieś zadźgali,
gdzieś zatłukli, spopychali;
kijakami, motykami
krwawiącego przez lód gnali…
Myśmy wszystko zapomnieli.
 
PAN MŁODY
Jak to się zmieniają ludzie,
jak się wszystko dziwnie plecie
myśmy wszystko zapomnieli;
o tych mękach, nędzach, brudzie;
stroimy się w pawie pióra”.[9]
 
   Żądania wolności obywatelskich, przede wszystkim równości wobec prawa, wolności prasy czyli zniesienia cenzury, wolności stowarzyszeń i zgromadzeń, zaprowadzenia języka polskiego w szkolnictwie i administracji oraz utworzenia Gwardii Narodowej były najważniejszymi postulatami rewolucji 1848 r., która przeszła do historii pod nazwą Wiosny Ludów.
   Tragiczne doświadczenia z 1846 r. sprawiły, że zarówno obóz demokratyczny- opierający się na inteligencji, postępowej szlachcie, urzędnikach, oficjalistach i rzemieślnikach, jak też obóz konserwatywny- reprezentujący interesy arystokracji i bogatego ziemiaństwa, opowiedziały się za legalną działalnością polityczną.
   Impulsem do rozpoczęcia akcji politycznej w Galicji w 1848 r. były pierwsze wiadomości o sukcesach rewolucji w Wiedniu. We Lwowie, w przeciwieństwie do Krakowa, gdzie miejscowe środowisko demokratyczne zostało rozbite po upadku powstania z 1846 r., od razu przystąpiono do działania. Na wieść o upadku kanclerza Klemensa Lothara von Metternicha w nocy z 18 na 19 marca dawni spiskowcy: Robert Hehern, Franciszek Smolka i Florian Ziemiałkowski, ułożyli tak zwany adres (petycję) do władz austriackich zawierający główne postulaty polityczne i narodowe społeczeństwa polskiego.[10]
   Franz Stadion, gubernator Galicji w latach 1847-1848, zachował się niezmiernie zręcznie. Wypuścił na razie więźniów politycznych, ale w innych sprawach odwołał się do decyzji cesarza i wezwał deputację do udania się do Wiednia. Podobna sytuacja, trochę później, powstała również w Krakowie. Deputacja lwowska połączyła się z deputacją krakowską i razem udały się do Wiednia.
   Członkowie deputacji przybyli do stolicy monarchii celem wręczenia petycji cesarzowi i przekonali się o słabości rządu. W tej sytuacji petycja została przeredagowana, rozszerzając żądania Galicji. We wstępie do nowego adresu  (zwanego adresem z 6 kwietnia, gdyż w tym dniu wręczono go Ferdynandowi I) proponowano, aby cesarz koronował się na króla Galicji i podjął zadanie odbudowy całej Polski przez wszczęcie wojny z Rosją.
   W kwietniu w Galicji zaczęło się przeciwdziałanie władz zaborczych. W Krakowie doszło do zbombardowania miasta, które musiało się poddać.
   Należy zaznaczyć, że sprawy galicyjskie były marginesowe dla całości przebiegu rewolucji w Austrii.[11] 
   Franciszek Józef I, przedostatni cesarz Austrio-Węgier, urodził się 18 sierpnia 1830 r., jako pierwsze z pięciorga dzieci arcyksięcia Franciszka Karola i arcyksiężnej Zofii, córki króla Maksymiliana I Wittelsbacha. Z racji upośledzenia umysłowego panującego wówczas Ferdynanda I, już od najmłodszych lat życia upatrywano w nim  przyszłego następcę tronu.
   Wiosną 1848 r. rewolucyjne wrzenie Wiosny Ludów objęło stolicę cesarstwa. Mieszczanie, studenci i robotnicy złączyli się w oddział szturmowy skierowany przeciwko systemowi. Zrywano dwugłowe orły; przewracano budki strażnicze; szturmowano posterunki policji, plądrowano urzędy finansowe; spustoszono również willę Metternicha przy Rennweg. W dniu 13 marca 1848 r., po prawie czterdziestu latach pracy dla cesarza i państwa, kanclerz Metternich, na dwa miesiące przed swymi siedemdziesiątymi piątymi urodzinami, został obalony i wypędzony.[12]
   W październiku 1848 r. wydarzenia w Wiedniu przybrały gwałtowny obrót:  zdobyto arsenał, zaczęto wznosić barykady. Do ochrony cesarskiej rodziny, zebranej w starym zamku Hofburg, dowódca Północnej Armii, książę Alfred Windischgrätz, przysłał oddział huzarów na czele z hrabią Lobkowitzem.[13] Późnym popołudniem 6 października, niemal pod oknami Hofburga, powieszono na latarni nagie ciało ówczesnego ministra wojny hrabiego Theodora de Baillet von Latour.[14]
   W tych warunkach cesarz wraz dworem przeniósł się na Morawy do twierdzy Ołomuniec, do pałacu arcybiskupiego. W pobliskim Kromieryżu uformowany został nowy rząd, a sejm obradował nad projektem nowej konstytucji.[15]
   Dotychczasowy cesarz zrzekł się tronu 2 grudnia 1848 r. O godzinie ósmej wieczorem, książę Felix Schwarzenberg od października 1848 r. nowy premier rządu, odczytał dekret o abdykacji. Równocześnie z cesarzem zrzekł się praw do tronu jego młodszy brat arcyksiążę Franciszek Karol. Wtedy Franciszek  wystąpił do przodu i ukląkł przed wujem, który położył mu dłoń na głowie i udzielił błogosławieństwa. Po podpisaniu wszystkich dokumentów i przyłożeniu cesarskiej pieczęci, dźwięk fanfar obwieścił światu przekazanie władzy, a pod ratuszem i nieco później ze schodów katedry odczytano manifest intronizacyjny. Przybranie dwuczłonowego imienia przez nowego monarchę, poprzez dodanie imienia bardzo szanowanego postępowego dziadka - cesarza Józefa II, miało stworzyć wrażenie, że młody władca ma zamiar iść w jego ślady i być cesarzem reformatorskim i konstytucyjnym.[16]
   Wokół wydarzeń z 2 grudnia narosła legenda. Nie sposób nazwać je koronacją, więc zazwyczaj używa się określenia „objęcie tronu”. Nie było tam jednak tronu ani tradycyjnych regaliów, chociaż na popularnych rycinach ilustrujących to wydarzenie widnieją korony, berła, jabłka, by nadać całej sytuacji znamiona autentyczności.[17] 
   Dzień koronacji z 2 grudnia, wprawdzie to przypadek, ale datę ową nieraz potem cytowano jako feralną, to przecież 2 grudnia koronował się cesarz Napoleon I, tego też dnia w rok później odniósł błyskotliwe zwycięstwo nad swym habsburskim przeciwnikiem pod Austerlitz. 2 grudnia dokonać się miał też zamach stanu Napoleona III.[18]
   Pod złymi auspicjami rozpoczynało się nowe panowanie. Wojska austriackie pod dowództwem feldmarszałka Alfreda Windischgrätza spacyfikowały krwawo Pragę i Wiedeń, ostrzał artyleryjski Krakowa i Lwowa stłumił rewolucję w Galicji. Dzięki zwycięstwom feldmarszałka Józefa Radetzky?ego stłumione zostało powstanie w północnych Włoszech, z pomocą zaś wojsk rosyjskich dowodzonych przez pogromcę powstania listopadowego, gen. Iwana Paskiewicza-Erywańskiego, pokonani zostali Węgrzy. Zwycięska kontrrewolucja rozpoczęła serię krwawych prześladowań.[19]
   Wiosna Ludów zakończyła się klęską konstytucjonalizmu jak również ukróceniem aspiracji autonomicznych i wolnościowych narodowości zamieszkujących monarchię Habsburgów.[20]
 
Franciszek Józef I w wieku młodzieńczym na tle Glorietty w parku otaczającym pałac Schönbrunn w 1854.
Pracę wykonał Edmund Kaiser poprzez eglomizowanie.[21]
(Zdjęcie ze zbiorów Ireneusza Seneckiego)
 
  Europa, zwłaszcza środkowa, uległa po Wiośnie Ludów wielu przemianom, nie dla każdego, a przynajmniej nie dla cesarza i jego doradców, na pierwszy rzut oka dostrzegalnym. Rewolucja bowiem, choć przygasła i pozornie ustąpiła, pozostawiła po sobie trwałe skutki. Likwidacja pozostałości pańszczyzny i poddaństwa, ograniczenie przywilejów stanowych szlachty, wzrastająca potęga burżuazji, wzrost roli inteligencji niemieckiej, pojawienie się nowego czynnika społecznego, jakim był coraz bardziej świadomy swych żądań proletariat – wszystko to wpływało coraz mocniej na zmianę dotychczasowego układu sił. Stary ustrój i odpowiadające mu metody rządzenia traciły skuteczność. Nadchodziły czasy wymagające polityków utalentowanych, giętkich i na miarę swych czasów nowoczesnych. Cesarz, choć młody, do takich się nie zaliczał.[22]
   Lata 1849 – 1859 w historii cesarstwa noszą nazwę neoabsolutyzmu. Swoistym symbolem była zgoda na powrót Metternicha do Austrii. Po trzech latach wygnania, które spędził w Londynie i Brukseli, 23 września 1851 r. były kanclerz przybył do Wiednia.[23] 
   Okres ten, który wydawał się nawrotem do rządów przedrewolucyjnych, nie można nazwać okresem reakcji. Jedynie w dziedzinie politycznej powracał system rządów absolutnych, ale to czego dokonała rewolucja 1848 r., cofnąć się nie dało. Rozumieli to w pełni ludzie, którzy doszli do rządów.  Książę Schwarzenberg doskonale się orientował w rzeczywistości. Zdawał sobie także sprawę z tego, że nie ma powrotu do pańszczyzny i poddaństwa chłopów, wiedział, że przywileje feudalne na wsi i w mieście nie dadzą się wskrzesić. Świadczy o tym ustawa z 7 września 1848 r., znosząca poddaństwo chłopów, znosząca ich powinności feudalne i uwłaszczająca ich na zasadzie odszkodowania dla poprzednich właścicieli.[24]
   Franciszek Józef I udzielał dwa razy w tygodniu publicznych audiencji. Zaszczytu spotkania z monarchą dostąpić mógł każdy, niezależnie od swego pochodzenia społecznego. Bliskość między cesarzem a jego poddanymi zauważyć można było w trakcie jego licznych podróży. W czasie ich trwania, w przeciwieństwie do wielu mu współczesnych oraz późniejszych polityków, nigdy nie otaczał się obstawą. Dawał tym samym wyraz zaufania, jakim obdarzał swych poddanych. Wyjątek stanowić mogą jedynie dwie pierwsze wizyty w Galicji w 1851 r. i w 1855 r. W związku z niezbyt przyjaznym nastawieniem tutejszej ludności cesarza otaczała liczna ochrona, która cały czas czuwała nad jego bezpieczeństwem. 
   Środkiem komunikacyjnym, za pomocą którego cesarz przemieszczał się po Galicji, w przypadku dwóch powyższych podróży z powodu braku linii kolejowych, była kareta.  
   Kraków w takcie wizyty z 1851 r., prezentował się dość ponuro. W wielu miejscach widoczne były ślady największego pożaru, jaki doznało miasto w ciągu stuleci. W upalny dzień letni, 18 lipca, wybuchł pożar przy ulicy Krupniczej. Silny wiatr północny przerzucił ogień w stronę miasta. Stare domy, w dużej części pokryte drewnianymi gontami, wysuszonymi skutkiem lipcowych upałów, składy rupieci na strychach stanowiły materiał łatwopalny. W ogniu stanęła szybko ulica Grodzka i sąsiadujące pierzeje Rynku. Spalił się pałac biskupi, z kościołów ojców dominikanów i franciszkanów zostały osmalone mury. Pozbawiona mieszkań ludność, o ile nie znalazła schronienia u krewnych lub znajomych, koczowała na pożółkłych od żaru trawnikach plant.
   Zofia Potocka z Branickich, wdowa po Arturze Potockim, a matka Adama Potockiego, na wieść o pożarze, którego łuna była widoczna z Krzeszowic, wczesnym rankiem następnego dnia była już w krakowskim pałacu Pod Baranami. Przywiozła ze sobą sporo żywności, a także leków i bandaży. Zofia w pałacu kazała otworzyć wszystkie pokoje z wyjątkiem sali balowej i dawnych apartamentów męża. Poleciła służbie zamieszkać tymczasowo w garderobach i alkowach, a swoje pokoje oddać pogorzelcom.[25]
   Ofiar w ludziach było stosunkowo niewiele, zginęło około 5 osób, nieco więcej było rannych. Spaliło się natomiast 160 kamienic w śródmieściu i drewnianych domów na przedmieściach, których wartość oszacowano na 3 858 000 złp. Szczęśliwie, przy pomocy profesorów i studentów, udało się ocalić zabytkowy gmach Collegium Maius, i znajdujący się w nim bezcenny księgozbiór Biblioteki Jagiellońskiej.[26] Franciszek Józef I na wieść o zniszczeniu miasta przesłał 30 000 złotych reńskich na pomoc pogorzelcom.[27]
   27 września 1851 r. hrabia Adam Potocki został nagle aresztowany na dworcu w Krakowie, kiedy z gen. Józefem Chłopickim jechał do Krzeszowic. Dwór wiedeński zarzucał mu, że w żaden sposób nie ubiega się o łaskę monarchy, a wręcz przeciwnie publicznie manifestuje swą niechęć wobec tego rodzaju postępowania. Tajna policja austriacka miała dowody na kontakty z Hotelem Lambert a także sprowadzanie broni do Galicji. To wystarczyło, aby Potockiego osadzono najpierw na Wawelu, a później przewieziono do Wiednia – osadzono go na Alservorstadt w domu przerobionym na więzienie, obok największych koszar w Austrii.[28]
   Z powyższego opisu wynika, że atmosfera towarzysząca wizycie cesarza była przygnębiająca. Zwłaszcza, że we wszystkich sprawach życia prywatnego i państwowego Franciszek Józef I podlegał dworskiemu ceremoniałowi, który wynaleziony został po to, pozbawić osobę władcy cech ludzkich a nadać jej cechy boskie. Osoba cesarza miała zostać wyłączona z grona zwykłych śmiertelników, stać się niedostępną i nienamacalną.[29]
   W czasie 23-dniowej podróży inspekcyjnej po Galicji i Bukowinie w 1851 r. celem cesarza były przede wszystkim najważniejsze miasta w kraju. Monarcha zwiedzał znajdujące się w nich zakłady i instytucje publiczne a także udzielał licznych posłuchań i audiencji. 
   W podróży towarzyszyli mu generałowie adiutanci: Karol hrabia Grünne i Fryderyk Krllner de Köllenstein oraz płk. Maksymilian O?Donnell. W ich towarzystwie cesarz przekroczył graniczny most na rzece Białej w Bielsku. Tu został powitany przez namiestnika galicyjskiego Agenora hrabiego Gołuchowskiego, głównodowodzącego stacjonującą w Galicji 4 Armią feldmarszałka porucznika księcia Edmunda Schwarzenberga oraz księdza biskupa tarnowskiego Józefa Alojzego Pakulskiego.[30] Po uczynieniu wzajemnych honorów orszak z monarchą w poszóstnej karecie ruszył dalej i minąwszy po drodze Kęty, Andrychów i Wadowice, wjechał do Krakowa przez most podgórski, zaś w mieście cesarz dosiadł wierzchowca.
   Rezydencją cesarską w Krakowie był pałac Spiski, obecnie Rynek Główny 34. Pałac wywodzi swą nazwę od jego niegdysiejszych właścicieli z XVII w., Stanisława Lubomirskiego i jego syna Jerzego Sebastiana Dominika, piastujących tytuł starosty spiskiego.[31] W 1796 r. zamieszkał w pałacu austriacki komisarz baron Jan Wacław Margelik, a w sierpniu tegoż roku książę Karol Auersperg, któremu mieszkańcy Krakowa musieli składać przysięgę na wierność cesarzowi w tymże roku.[32]


 
 
 „Wjazd Najjaśniejszego Franciszka Józefa I, cesarza Austryi do Krakowa, tudzież podróż J. Ces. Król. Apost. Mości po Galicyi i Bukowinie”, drukowane czcionkami drukarni „Czas” przy ulicy Szczepańskiej, Kraków 1853.[33]
Strona tytułowa książki opisującej podróż inspekcyjną Jego Cesarskiej i Królewskiej Apostolskiej Mości Franciszka Józefa I po Galicji i Bukowinie 11 października – 3 listopada 1851 r.
 
    Wizyta nie była specjalnie udana, bo ani cesarz, ani krakowianie nie mieli jeszcze pomysłu na wspólną przyszłość. Ziemiaństwo w dobitny sposób ukazało swą niechęć do austriackiego panowania w Galicji. Niechęć, która przełożyła się na zupełny brak zainteresowania podróżą.
   W szczególności dało się to odczuć w czasie wizyty w Krakowie przypadającej w dniach 11-13 października. Decydujący wpływ na sposób, w jaki przyjęto tutaj młodego cesarza, miała sprawa aresztowania przez władze austriackie cieszącego się olbrzymią popularnością hrabiego Adama Potockiego oraz rewizje przeprowadzane w domach znanych i poważanych obywateli miasta. Żeby tego było mało, czary goryczy dopełnił sposób, w jaki młody monarcha potraktował matkę Adama Potockiego. Zofia Potocka chcąc dostać się na audiencję u cesarza, zmuszona została do wyczekiwania razem z prostym ludem, co dla kobiety z wyższych sfer było wręcz upokarzające.
   Takie zachowanie cesarza nie mogło przysporzyć mu sympatii pośród mas szlacheckich i mieszczaństwa, które i bez tego darzyły go wyraźną niechęcią.
   Trzydniowy pobyt cesarza w Krakowie był bardzo intensywny. W jego programie znalazły się między innymi: katedra i zamek na Wawelu, szpital św. Łazarza, Uniwersytet Jagielloński oraz przegląd znajdujących się na terenie miasta fortyfikacji. W trakcie zwiedzania wzgórza wawelskiego nie wglądnął jednak do więzienia, w którym siedział Adam Potocki. Także profesorowie uniwersytetu narazili się Franciszkowi Józefowi I, występując w togach, a nie w służbowych mundurach austriackich (choć na togi zgodził się wcześniej austriacki minister oświecenia). Dla władz i wybitniejszych obywateli wydano uroczysty obiad, na który jednak, w dowód niełaski, nie zaproszono przedstawicieli polskiej szlachty.
   Cesarza witały co prawda tłumy, ale były to tłumy gapiów, wiedzionych chłodną ciekawością, a nie entuzjazmem. Tym ostatnim wykazali się Żydzi, i to do tego stopnia, że w Krakowie zaczęto objaśniać inicjał cesarza „FJ I” jako skrót od słów „Für Jüdische Interesse”  – „W żydowskim interesie”. Faktem jest, że była to sympatia obopólna.
   Krakowianie tyle mieli pożytku z wizyty, że władze galicyjskie udzieliły małego zasiłku na porządkowanie ulic, które po pożarze z ubiegłego roku przedstawiały opłakany widok w porównaniu ze stanem z czasów Rzeczypospolitej Krakowskiej.[34]
   Z Krakowa cesarz wyruszył do Lwowa. Przemierzenie dystansu pomiędzy dawną stolicą królów polskich a Lwowem zajęło orszakowi cesarskiemu cztery dni. W czasie podróży na nocleg zatrzymał się w Tarnowie, Rzeszowie oraz Przemyślu. Trzeba pamiętać, że na trasie przejazdu oprócz miast znajdowały również stacje pocztowe. Zatrzymywano się tutaj celem przeprzęgu koni. Towarzyszyły temu autentycznie entuzjastyczne przyjęcia ze strony przybyłej na miejsce ludności wiejskiej wraz duchowieństwem. Po pięciodniowym pobycie we Lwowie Franciszek Józef I udał się do stolicy Bukowiny, Czerniowiec. Na trasie podróży znalazły się: Żłoczów, Tarnopol, Trembowola i Zaleszczyki. 27 października monarcha, kontynuując swą wizytę, powrócił na terytorium Galicji. Trasa wiodła przez Kołomyję, Delatyn, Stanisławów, Stryj, Drohobycz, Sambor, Sanok, Jasło, Nowy Sącz, Suchą i Żywiec.
   Wieczorem 2 listopada, po siedmiu dniach jazdy, Franciszek Józef I dotarł do Żywca. Zatrzymał się tutaj w pałacu należącym do żywieckiej linii Habsburgów. Następnego dnia wyruszył stąd w kierunku Białej. Po przybyciu na miejsce dokonał przeglądu kompanii piechoty z pułku barona Fürstenwärthera, a następnie udzielił posłuchania przedstawicielom magistratu i wydziału miejskiego. Na koniec po krótkim pożegnaniu z hrabią Gołuchowskim i księciem Schwarzenbergiem wsiadł do powozu i poprzez graniczny most na Białej opuścił Królestwo Galicji i Lodomerii.[35]
   Żywiec w 1851 r. liczył 3554 mieszańców.[36] Właścicielem miasta był w tym czasie, arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg, żonaty z Hildegardą Wittelsbach, córką króla Bawarii Ludwika I.[37] Arcyksiążę Albrecht Fryderyk odziedziczył dobra po zmarłym w 1847 r. ojcu, arcyksięciu Karolu Ludwiku, zwycięzcy Napoleona w bitwie pod Aspern w 1809 r. Pomnik zwycięskiego wodza można podziwiać w Wiedniu na Heldenplatz (plac Bohaterów) zwiedzając Hofburg.[38]
   Administracja dóbr żywieckich od początku przejęcia przez rodzinę Habsburgów prowadzona była wzorowo. Nie zaniedbał tego również arcyksiążę Albrecht Fryderyk. Opisuje to wnikliwie w swej publikacji Helena Chłopczykowa.[39] 
   Żywiecka siedziba arcyksiążęca wymagała remontu. Po wykupieniu dóbr żywieckich przez Habsburgów swoją działalność architektoniczną rozpoczął Karol Pietschka. Dnia 1 stycznia 1849 r. arcyksiążę Albrecht Fryderyk powołał go na stanowisko adiunkta budowlanego w Dyrekcji Dóbr Żywieckich. Pierwszym poważnym zadaniem 31-letniego architekta była przebudowa starego zamku w Żywcu. Karol Pietschka miał stworzyć pierwszy budynek administracji austriackiej. Stary zamek od tej pory miał mieścić: biura starostwa, Urzędu Skarbowego, Sądu Okręgowego, aresztu oraz mieszkania starosty, sędziego, komisarzy i asesorów.
   Pierwsze projekty architekt wykonał Pietschka w 1850 r. Nie wiadomo, w jakiej części zostały one zrealizowane, ponieważ w 1870 r. zamek nawiedził pożar. Plany przebudowy starego zamku dotyczyły głównie elewacji oraz wyposażenia ruchomego, bez interwencji w jego bryłę. Dowodem na to mogą być plany z 1850 r. przedstawiające rzuty wszystkich kondygnacji zamku. Wszystkie pomieszczenia starannie opisał, dostosowując je do potrzeb administracji państwowej.[40]
   Arcyksiążę Albrecht Fryderyk z racji swego pochodzenia niejako skazany był na rozpoczęcie kariery wojskowej. W maju 1848 r. wziął udział w bitwach pod Santa Lucia, a następnie otrzymał komendę w korpusie marszałka Konstantyna d?Aspre, i tam dał się poznać jako znakomity dowódca w bitwach pod Gravellona, Mortara i Novarą. Po ukończeniu kampanii włoskiej został mianowany dowódcą III Korpusu armii i gubernatorem związkowej twierdzy Moguncji (Mainz). Po krótkim pobycie w tym mieście, w 1850 r. arcyksięciu Albrechtowi Fryderykowi powierzono dowodzenie w Czechach, a już 12 września 1851 r. został mianowany gubernatorem wojskowym i cywilnym Węgier. Zadanie, które mu powierzono było tyleż ważne, co trudne i z pewnością nie przyniosło mu w tym kraju popularności. Należy pamiętać, że umysły na Węgrzech były rozpalone po wydarzeniach Wiosny Ludów. Gdyby nie interwencja Rosji, Węgrom udałoby się odzyskać niepodległość. Byli rozżaleni, zawiedzeni, rozgoryczeni i bynajmniej nie zaniechali myśli o niepodległości. W tej atmosferze przyszło arcyksięciu zaprowadzić na Węgrzech ład. W tym celu otrzymał szerokie kompetencje. Funkcję swą pełnił przez 9 lat i był to jeden z najtrudniejszych okresów w jego życiu.[41]
   Cesarz Franciszek Józef I przebywał na Żywiecczyźnie w dniach 2 i 3 listopada 1851 r. Jego rezydencją był stary zamek poddany prawdopodobnie zabiegom restauracyjnym przez Karola Pietschkę w związku z przewidywaną cesarską wizytą. Zastanawiająca jest nieobecność gospodarza arcyksięcia Albrechta Fryderyka z małżonką i dziećmi w czasie pobytu cesarza. Sprawozdania z pobytu monarchy w Żywcu ich nie wymieniają.[42] Można przypuszczać, że obowiązki arcyksięcia Albrechta Fryderyka związane z pacyfikacją Węgier po Wiośnie Ludów nie pozwoliły mu osobiście przyjmować cesarza w Żywcu.      
 
 

Arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg z córką Matyldą w żałobie po śmierci żony Hildegardy w 1864 r
(Zdjęcie ze zbiorów Ireneusza Seneckiego)
 
   O podróży z 1851 r. mówiono, że została ona podjęta dla wysłuchania próśb ludu i uczynienia wszystkiego, czego pomyślność i dobro kraju wymagać będą. W rzeczywistości stać się ona miała pokazem siły wewnętrznej państwa, oddanej cesarzowi armii, sprawnej biurokracji i wiernego ludu.
   Mówiąc o skutkach politycznych, należy zaznaczyć, iż zależały one głównie od stopnia ważności poszczególnych wizyt oraz sytuacji politycznej, która w ich trakcie panowała na terenie monarchii. Pod tym względem na wyszczególnienie zasługują podróże z lat 1851, 1880 i 1894. Pierwsza z nich odbyta na samym początku panowania Franciszka Józefa I na skutek zimnego przyjęcia na lata negatywnie ustosunkowała monarchę do mieszkańców Galicji. Równocześnie przyczyniła się jednak do umocnienia pozycji Agenora Gołuchowskiego.
   Jak już wspomniano, podróż inspekcyjna w 1851 r., nie spotkała się ze zbytnim entuzjazmem ze strony mieszkańców. Przyjęcie było chłodne, a publiczność trzymała się z daleka, wywabiana z domów tylko i wyłącznie ciekawością ujrzenia panującego. Nie mogło to więc wywrzeć w młodym cesarzu pozytywnych uczuć wobec swoich galicyjskich poddanych. Wrażenie to pogłębiły w nim raporty przesyłane przez urzędników, w których tutejszą ludność przedstawiano jako „niepoprawnych buntowników”. Skutkiem tego na Galicję zaczęły spadać coraz poważniejsze represje. Policja wszędzie wietrzyła spiski. Poza tym prowadzono systematyczną germanizację, która w sposób szczególny objęła spolonizowane w dobie Wiosny Ludów szkolnictwo. W 1853 r. represje dotknęły Uniwersytet Jagielloński, którego pozbawiono posiadanej dotychczas autonomii i poddano fali germanizacji. Odtąd wszystkie wykłady, za wyjątkiem tych z literatury polskiej i przedmiotów fakultatywnych, prowadzone były w języku niemieckim. Niemiecki stał się też językiem wewnętrznej administracji uczelni.[43]
   Pamiętniki pisane przez ludzi wyznających różne poglądy polityczne dają nam obiektywny obraz tego, co działo się w kraju w 1851 r. Podawane przez nie fakty jednak nijak się mają do oficjalnych relacji przekazanych przez prasę oraz literaturę propagandową. Mam tutaj na myśl krakowski „Czas” oraz „Gazetę Lwowską”, a także wydaną w 1853 r. relację z pierwszej podróży cesarskiej po Galicji. Przedstawiają nam one obraz wręcz idylliczny. Widzimy rozentuzjazmowane tłumy w sposób spontaniczny witające swojego monarchę. Wśród nich można znaleźć licznych przedstawicieli szlachty i arystokracji.
   Zdaniem autorów oficjalnych relacji z podróży mieszkańcy Galicji podzielali  powszechnie panujący entuzjazm i tłumnie gromadzili się w miejscach pobytu monarchy, dając tym samym dowód przywiązania do dynastii habsburskiej. Jednak nietrudno  zauważyć, że przekazywany przez nich obraz znacznie odbiega od tego, który znamy z pamiętników. Nie należy jednak zapominać, że wśród części szlachty rodziły się już tendencje do poszukiwania ugody z monarchą. Nie może dziwić obecność części z nich na różnych uroczystościach związanych z podejmowaniem cesarza. Za przykład posłużyć może chociażby lista gospodarzy balu stanowego we Lwowie. Znaleźli się na niej Leon Sapieha, Stanisław Gołuchowski, Kajetan Lewicki, Kazimierz Badeni oraz Włodzimierz Russocki, a więc czołowi przedstawiciele stronnictwa ugodowego. 
   Tak czy inaczej zachowanie mieszkańców Galicji nie mogło napawać optymizmem cesarza. Przyjęcie jakie mu zgotowano było chłodne, ale też nie mogło być inne. Nie można było w przeciągu kilku lat zapomnieć krzywd wyrządzonych przez wojska austriackie przy stłumieniu powstania z 1846 r., rabacji galicyjskiej i galicyjskiej Wiosny Ludów. Sympatii władcy nie mógł przysporzyć także sposób, w jaki obchodził się z poważnymi przez Krakowian powstańcami węgierskimi.[44]
   Zupełnie inaczej sprawa wyglądała w przypadku chłopów. W przeciwieństwie do szlachty i mieszczaństwa trudno jest mówić w tym przypadku o jakiejkolwiek ewolucji stosunku do cesarza i jego wizyt. Przez cały okres panowania Franciszka Józefa I był on stały. Cesarz  był dla ludu wiejskiego niemal jak święty. Powszechnie uważano go za wcielenie mądrości, nieomylności, a przede wszystkim sprawiedliwości. Wierzono, że gdyby władca znał dokładnie stosunki panujące na wsi, to zrobiłby dla niej niejedno. To wszystko powodowało, że chętnie poddawali się powinnościom narzucanym przez państwo, jak też uczestniczyli w przyjęciu monarchy.
   Z osobą cesarza utożsamiali także sprawiedliwość. Wierzono, że nikt nie wymierzy jej lepiej niż sam cesarz. Chłopi dość często, w poszukiwaniu sprawiedliwości, wędrowali do Wiednia, gdzie swe sprawy przedstawiali bezpośrednio samemu cesarzowi. Nie może zatem dziwić wręcz entuzjastyczne przyjęcie jakim chłopi obdarzali przybywającego do Galicji Franciszka Józefa I. Dotyczy to również wizyty z 1851 r. Wizyty traktowano również jako okazję do przedłożenia swoich próśb. Niektórzy, aby przez ułamek sekundy ujrzeć sylwetkę swojego cesarza, przemierzali nieraz dziesiątki kilometrów. Często zajmowało im to nawet po kilka dni. Świadczyło to wyraźnie o wielkiej miłości, jaką prosty lud wiejski darzył Franciszka Józefa I.   
  Również duchowni ogrywali znaczną rolę w utrzymaniu swoistego kultu osoby cesarskiej wśród włościan. Udanie się na przyjęcia cesarza chłopi traktowali jak pielgrzymki, o czym świadczyły trzymane przez nich chorągwie kościelne, a także postaci księży ubranych w szaty pontyfikalne. Widać zatem wyraźnie, iż wizyty cesarza stawały się dla nich nie tyle wydarzeniem politycznym, co religijnym. Należy zaznaczyć, że szczególną rolę w ugruntowaniu tego sposobu myślenia odgrywali właśnie księża. To oni byli obecni w miejscach, w których przebywał cesarz. Przyjmowali go z zachowaniem pełnego ceremoniału religijnego, podkreślając tym samym swoje pełne przywiązanie do władzy pochodzącej od Boga. Tę wierność starali się także zaszczepić pośród swych wiernych. Warto tu podkreślić, iż jeśli w przypadku włościan nie nastręczało im to większych problemów, to w przypadku mieszczan i szlachty natrafiało początkowo na znaczny opór.[45]
   Długotrwałe przedstawianie wyidealizowanego wizerunku cesarza, kreowanego na ideał monarchy, znalazło swoje odbicie w folklorze, gdzie cesarz pojawiał się jako bohater realizujący funkcje związane z ludowym wyobrażeniem „dobrego władcy”.
   Samotne cesarskie wycieczki „między ludzi” obfitowały w przygody, przede wszystkim jednak były okazją do bezpośredniego spotkania z ludźmi, od których cesarz na co dzień był odgrodzony armią dworaków i urzędników. Według lokalnego podania w okolicach Żywca, gdzie monarcha przebywał z rodzinną wizytą, miał spotkać przy drodze, tłukącego kamienie wieśniaka, którego w nagrodę za bystre i dowcipne odpowiedzi sprowadził do stolicy i uczynił go szlachcicem.[46]
   Bardziej realistycznie brzmi opowieść o Józefie Juraszku zwanym „Ślopkiem” (10 marca 1824 – 24 kwietnia 1907) najbardziej znanym chirurgu ortopedzie wiejskim z Jeleśni. Był on niepiśmiennym bacą, który cieszył się bezgranicznym zaufaniem całej Żywiecczyzny. Jego sławę podtrzymywała legenda o tym, że przyjaźnił się z cesarzem Franciszkiem Józefem I. Prawdą jest, że był on dwukrotnie wzywany na zamek żywiecki przez Karola Stefana Habsburga i że wyjechał do Wiednia, gdzie za nastawienie „zepsutej nogi” cesarza otrzymał pozwolenie na leczenie ludzi i bydła w Galicji oraz pieniądze i polanę po wyrębie lasu arcyksięcia w Sopotni Małej, skąd
pochodziła jego żona Anna Kupczak.[47]
   W połowie XIX w. Żywiec był już znany, może z nie z najpochlebniejszej strony, o czym świadczy popularna w Galicji piosenka rekrucka:
 
„A gdy nadejdzie twoja nieszczęsna godzina,
Tedy cię w nocy porwą jak sk…syna,
Związanego jak zbójcę do Żywca powiozą,
Gdzie na ciebie cesarską zgrzebną kitlę włożą,
I potem cię popędzą od swoich z daleka,
Gdzie na ciebie za Niemców śmierć niechybna czeka”.[48]
 
   Poniżej prezentowany tekst jest opisem podróży i pobytu cesarza na ziemi żywieckiej. Jednobrzmiące artykuły ukazały się w „Gazecie Lwowskiej” nr 260, wtorek 11. listopada 1851, krakowskim „Czasie”, nr 264, poniedziałek 17 listopada 1851 oraz w opracowaniu całościowym podróży monarchy powstałym w 1853 r. „Wjazd Najjaśniejszego Franciszka Józefa I, cesarza Austryi do Krakowa, tudzież podróż J. Ces. Król. Apost. Mości po Galicyi i Bukowinie”.
  W poniższym tekście nie dokonano żadnych zmian. Zachowano oryginalną pisownię wyrazów, stylistykę i interpunkcję.


 
 
Krakowski „Czas”, 1851, nr. 264.
 
 
 
 
Gazeta Lwowska” 1851, nr 260.
 
Gazeta Lwowska, nr. 260, wtorek 11. Listopada 1851.
 
Sprawy krajowe.
 
   Wadowice. 5. Listopada. Dnia 2go b. m. przybył J. M. Cesarz w swym powrocie do Wiédnia o 3 godzinie popołudniu do Jordanowa (pierwszéj stacyi przeprzęgowej w obwodzie Wadowickim) śród wystrzałów z moździerzy, odgłosu dzwonów i radośnych okrzyków natłocznie zgromadzonej ludności. Podróż ta szła z Sącza na Mszanę(ostatnia stacya pocztowa w Sandeckiem) dalej na Rabkę i Malejową, gdzie wzniesiono łuki tryumfalne, u których witała zgromadzona ludność Najjaśniejszego Pana z serdecznemi okrzykami, na czele z duchowieństwem miejscowym i dominikalnymi reprezentantami. Gmina miejska z Jordanowa wybudowała w tém mieście bramę tryumfalną z ozdobnym napisem: „Cesarzowi wierne miasto Jordanów.” przy któréj już od samego rana oczekiwała przybycia Najjaśniejszego Pana niezliczona ludność tak miejska jako téż z bliskich i dalszych okolic.
   Podczas przeprzęgu w Jordanowie raczył J. M. Cesarz przyjąć kilka najpokorniej proźb, poczem komisarz stacyjny miał zaszczyt przedstawić Najjaśniejszemu Panu przytomnych właścicieli dóbr: barona Kaixta Borowskiego, pp Zubrzyckiego, braci Wilkoszewskich, Targowskiego i t. d., tudzież i duchowieństwo. Do niektórych tych osób raczył J. M. Cesarz kilka słów przemówić, niemniéj obdarzył J. M. Cesarz hojnie kilka proszących o wsparcie osób.
   Dalsza podróż cesarska odbywała się na Osielec, Juszczyn, Białę i Maków do Suchej (drugiej stacyi przeprzęgowej). Na wzgórzu Osieleckiem postawił dziedzic tamtejszy dwa pomniki honorowe z chorągwiami u szczytu, w samej zaś włości Osielcu wybudował za przyczynieniem się gmin Osielec i Kojszowka bramę tryumfalną, w Makowie nareszcie  wybudował tamtejszy dziedzic własnym staraniem wspaniałą i pięknie ozdobioną bramę tryumfalną.
   W Osielcu przyjmowali Najjaś. Pana z głębokiem uszanowaniem urzędnicy dominikalni, pleban miejscowy, gminy do parafii przyłączone, w Makowie zaś duchowieństwo, urzędnicy dominikalni i podatkowi, urząd górniczy i szkoły, tudzież wszystkie do parafii tamtejszéj wcielone gminy, a to śród hucznych okrzyków życzliwości, wystrzałów z moździerzy i odgłosów dzwonów.
   Z Jordanowa do Suchej konwojowali powóz cesarski młodzi włościanie jadący konno po obu bokach gościńca.
   W Suchej, dokąd jazda szła nadzwyczaj pospiesznie przybył J. M. Cesarz już o 4tej. I w tem miejscu przyjęto ukochanego Monarchę z oznakami największej radości. Wystrzały z moździerzy prawie nie ustawały, a muzyka wiejska i okrzyki radości rozlegały się szeroko. Dla powitania ukochanego Monarchy zgromadziło się w tem miejscu do 10tysięcy ludzi z bliskich stron i dalekich okolic górskich, zkąd z chorągwiami i duchowieństwem na czele przybyły całe gminy w procesyi. Mimo to że przeprzęg odbył się w Suchej bardzo szybko, jednakże raczył Najjaś. Pan zatrzymać się tam ¼  godziny, a przemówiwszy najłaskawiej kilka słów do stacyjnego komisarza, pozwolił przedstawić Sobie przytomnych tam właścicieli dóbr, pp. Gorczyńskiego, Znamięckiego, Gabrysiewicza i t. d., tudzież duchowieństwo. Kilka z przedstawionych osób raczył J. M. Cesarz zaszczycić łaskawemi pytaniami, i przyjąć następnie wieniec kwiatów od dziewcząt w bieli ubranych, tudzież niektóre proźby, a w końcu udarowawszy najłaskawiéj znaczną kwotą czterech pogorzelców z Stryszawy na ręce miejscowego plebana, udał się w dalszą podróż wyrzekłszy te do woźnicy słowa w polskim języku: „Jedź zwolna.” Odjazdowi cesarskiemu towarzyszyły nieskończone okrzyki serdecznej życzliwości i jeszcze i wtenczas nie ustawały, kiedy powóz cesarski otoczony orszakiem jadących konno wieśniaków luzujących się w każdem nowem miejscu, oddawna już był znikł z oczu zgromadzonej ludności.
   W Suchej się podobał kolosalny łuk tryumfalny wzniesiony przez tamtejszego zarządcę dóbr Löffler w stylu pojedynczym lecz prześlicznym, i wyobrażający cyfrę J. M. Cesarza. Niemniej i ozdobne urządzenie przy zabudowaniu pocztowem zasługuje na wspomnienie.
   Na 4½ milowej odległości często górzystej między stacyą pocztową Sucha i między Żywcem, musiano podprzęgać świeże konie przy Slemieńskiej karczmie nazwanej Rozcięta, w oddaleniu 2¾ mili.
   Dalsza podróż J. M. Cesarza odbywała się na Kukow, Lass i przez górę Slemieńska, gdzie wystawiono bramę tryumfalną, u któréj oczekiwali Najjaś. Pana z głębokiem uszanowaniem duchowni, urzędnik dominikalny i przełożeni gmin państwa Slemieńskiego.
   Najjaś. Pan przybył o 5½ godzinie do tego miejsca stacyjnego, które przy zapadającym zmroku oświetlono różnokolorowemi latarniami, i gdzie ukochanego Monarchę przyjmowała uradowana ludność śród rozlegających się okrzyków życzliwości i wystrzałów z moździerzy.
   Podczas przeprzęgu raczył J. M. Cesarz z wrodzoną Sobie uprzejmością przyjmować własnoręczne prośby, poczem wyruszył w dalszą podróż do Żywca.
   Wzdłuż przestrzeni z Rozciętej do Żywca zapalono ustawione od pagórka do pagórka stosy z drewna i piramidy z chrustu, i tem przyświecano podróży J. M. Cesarza.
   Dla górzystej drogi i pochyłych stoków gościńca ułożono już naprzód, w których miejscach powóz miał być hamowany, ku czemu w każdem szczególnem miejscu wyznaczono odpowiednią liczbę drogowych strażników.
   W Okrajniku zbudowano również łuk tryumfalny, a na granicy Moszczanieckiej oświetlono gorejącemi lampami orła cesarskiego. Masy zebranej ludności witały wszędzie Najjaśniejszego Pana z najwyższą radością.
   Z Okrajnika podano sygnał do Żywca o upragnionem zbliżaniu J. M. Cesarza. Wiadomość ta przejęła niewymowną radością wyglądające tam przybycia cesarskie władze, mieszkańców miejskich i włościan. Wszystkie gminy obszernego państwa Żywieckiego zastąpione były przez wiejskie urzęda i nieliczoną masę włościan tamtejszych.
   Miasto Żywiec wybudowało na wjeździe do tego miejsca bramę tryumfalną, przepysznie oświetloną, u któréj przyjmowali Najjaś. Pana z głębokim uszanowaniem przełożony magistratu i wydział miejski. Przyjazd cesarski do Żywca przypadł o godzinie 6¾ wieczór. Przełożony magistratu miał przy téj sposobności krótką przemowę do Najjaśniejszego Pana, a zgromadzona ludność wzniosła huczne okrzyki życzliwości śród odgłosu dzwonów z wieżyc kościelnych. Za przybyciem J. M. Cesarza do bramy tryumfalnej zapalono u szczytu wieży kościelnej ognie bengalskie, których odblask zapowiadał okolicznym mieszkaúcom szczęśliwe zdarzenie bytności ukochanego Monarchy.
   Przy wjezdzie do rynku wzniesiono ozdobny transparent z dokładnie wykonanym wizerunkiem J. M. Cesarza i z alogorycznemi dokoła figurami, tudzież z napisem „Gloria Tibi”. Widok-to był prawdziwie wspaniały, i pozyskał upodobanie Samego nawet Monarchy.
   Wzdłuż ulicy ustawiono szeregiem młodzież szkolną, a dalej na rynku tworzyły cechy długi szpaler z pochodniami w ręku. W osobnych grupach ognie bengalskie dodawały całej téj uroczystości tem większego jeszcze blasku.
   Na wjeździe do oświetlonego rzęsisto arcyksiążęcego zamku przeznaczonego na nocleg dla Najjaś. Pana, wybudowała administracya dóbr Żywieckich wspaniałą bramę tryumfalną. Po prawej stronie bramy stała w szyku wojskowym jedna kompania piechoty z pułku barona Welden, po lewej zaś stali górnicy z dóbr arcyksiążęcych z pochodniami w ręku. Dalej za tą grupą stały masy ludności uradowane przybyciem uwielbianego Monarchy.
   Za zbliżeniem się powozu cesarskiego rozległy się w powietrzu huczne okrzyki życzliwości, a równocześnie puszczono pod zamkiem rakiety i zapalono ognie bengalskie.
   Przy wysiadaniu z powozu przyjmowali N. Pana z głębokem uszanowaniem Jego Exc. Namiestnik i JO. książę komendant armii; dalej nieco stało duchowieństwo, tudzież urzędnicy podatkowi, drogowi, finansowi, dominikalni i inne znakomite osoby.
   Po odbytym przeglądzie ustawionej kompanii wojskowej raczył J. M. Cesarz udać się na pokoje zamkowe, gdzie następnie odbyło się przedstawienie miejscowego i dekanalnego duchowieństwa pod przewodnictwem Przewielebnego biskupa Pakulskiego z Tarnowa, magistratu i urzędników arcyksiążęcych, po którem dawał J. M. Cesarz osobom zameldowanym posłuchanie.
   Na ucztę tegoż wieczora zaproszono oprócz ks. biskupa także przełożonego urzędu cyrkularnego p. Losert, właściciela dóbr Rajczy p. Anastazego Siemońskiego, obwodowego dziekana ks. Supergan, nadkomisarza straży finansowej w Żywcu Obiel v. Tharnstein i administratora dóbr arcyksiążęcych v. Scheidlin.
   Po skończonej uczcie raczył J. M. Cesarz z wrodzoną Sobie uprzejmością rozmawiać z każdym z zaproszonych gości, i mimo spóźnionej pory wieczornej przyjmować własnoręcznie proźby od czekających w przedpokojach osób, i rozdać wsparcie pomiędzy kilkunastu potrzebnych, co na wszystkich przytomnych wywarło głębokie wrażenie.
   Odjazd N. Pana oznaczono mimo spóźnionej już pory nocnej na 5¾ godzinę zrana dnia następnego, który nastąpił dnia 3go b. m. o godzinie oznaczonej, śród okrzyków życzliwego pożegnania ze strony zgromadzonych zwierzchności i mieszkańców – w kierunku ku Białej i w asystencyi konnego orszaku włościan z państwa Żywieckiego i z gmin Łodygowiec.
   W Biale gdzie za najwyższym przyzwoleniem J. M. Cesarza przygotowano stacyę dla przeprzęgu, przybył N. Pan o godz. 7mej śród wystrzałów z moździerzy, odgłosu dzwonów i radośnych okrzyków zgromadzonej tam już od trzech godzin ludności.
   Dla uświetnienia przyjęcia J. M. Cesarza wybudował właściciel dóbr Łodygowieckich łuk tryumfalny, i takie same też łuki wybudowano na wjeździe do miasta Biała (mianowicie na przedmieściu należącem do państwa Lipnickiego) i moście na rzece Biała stanowiącej granicę kraju koronnego. Na możliwy wypadek, gdyby J. M. Cesarz raczył tam wysiąść, przyrządzono w domu p. Wozdeckiego pokoje dla N. Pana.
   J. M. Cesarz przeglądał zaraz po Swojem tam przybyciu ustawioną na placu dywizję piechoty barona Fürstenwärther, poczem przedstawiał N. Panu Jego Exc. Namiestnik wydział miejski z Biały, a po skończonej przemowie jednego z członków wydziału, raczył Jego Mość Cesarz odpowiedzieć mu najłaskawiej temi słowy: „Wierność WWPP. jest mi znana, nie ustawajcie tylko w niej i nadal.”
   J. M. Cesarz przyjął następnie podaną od gminy miejskiej prośbę o najwyższe potwierdzenie przywilejów miejskich, i raczywszy podać Jego Exc. Namiestnikowi i JO. księciu komendantowi najłaskawiej rękę dla pożegnania, opuścił uszczęśliwione miasto o 7¼ godzinie śród serdecznych okrzyków życzliwości zgromadzonych mieszkańców.
   Na moście dzielącym kraj koronny Galicyę od sąsiedniego kraju koronnego, raczył N. Pan przyglądać się z uwagą wzniesionemu tam z wielką wspaniałością łukowi tryumfalnemu, i w chwilę potem opuścił terytoyum Białej, a oraz i kraj koronny Galicyi uszczęśliwiony bytnością uwielbianego Monarchy.
    Odjeżdżając z tego kraju, raczył Najjaśniejszy Pan wydać następujące pismo własnoręczne z Żywca dnia 2. Listopada 1851:
   „Kochany Namiestniku hrabio Gołuchowski!
Zwiedziwszy Galicyę i Bukowinę, powziąłem przekonanie, usiłowałeś Pan usprawiedliwić zupełnie to zaufanie, które położyłem w Panu, poruczając mu kierunek tych prowincyi. Pańska roztropność i pomyślnemi skutkami uwieńczona gorliwość, któréj rezultaty spostrzegłem we wszystkich gałęziach administracyi, dają Panu prawo do Mego zupełnego uznania, które mu niniejszém wyrazić czuję się spowodowanym.
   Powiedz Pan mieszkańcom obydwóch krajów koronnych, że z przyjemnością zachowuję pamięć serdecznego przyjęcia i licznych dowodów przychylności i wierności, które Mi wszędzie okazywano”.  
 
 
 
Zakończenie książki opisującej podróż inspekcyjną Jego Cesarskiej i Królewskiej Apostolskiej Mości Franciszka Józefa I po Galicji i Bukowinie 11 października – 3 listopada 1851 r. [49]
 
   Na koniec warto wspomnieć, że w trakcie podróży inspekcyjnej po Galicji odbytej w dniach 1 – 19 września 1880 r. wśród witających Franciszka Józefa I nie zabrakło również Żywczaków. Niepośrednią rolę odegrał arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg, pan na ziemi żywieckiej.
   Na przyjazd cesarskiego pociągu w Oświęcimiu na dworcu zgromadziły liczne deputacje, władze i korporacje z miast położonych w tym rejonie. Wśród przybyłych włościan można było dostrzec ubranych w stroje ludowe górali od Żywca i rolników z pod Białej (Biały).[50]
   Arcyksiążę Albrecht Fryderyk witał Franciszka Józefa I w towarzystwie innych dostojników o godzinie 8 rano na dworcu kolejowym w Krakowie. W czasie kolejnych dni towarzyszył monarsze w trakcie oficjalnych uroczystości.
   Program pobytu cesarz w Krakowie był bardzo napięty. Między innymi wizytował ochotnicze straże ogniowe z miast: Bochnia, Dąbrowa, Kalwaria, Myślenice, Nowy Sącz, Świątniki, Tarnów, Wadowice, Wieliczka i Żywiec.[51]
   W trakcie pobytu cesarza w Krakowie, byli obecni reprezentanci Rad Powiatowych, gmin wiejskich, miejskich, deputaci szlachty, itd. Galicji i Lodomerii.
Przedstawicielami Żywca byli: Prezes[52] Teofil Chwalibóg, wiceprezes Józef Łazarski, Maurycy Kozesnik, Franciszek Rybarski, Antoni Michałowski, Wojciech Szwed, Józef Lach. Ponadto obecny był burmistrz Jan Mirowski oraz Ludwik Dubowski i Karol Trojan.[53]
   Arcyksiążę Albrecht Fryderyk z Krakowa pospiesznym pociągiem udał się do Przemyśla i kolejno do Sądowej Wiśni, tam zamieszkał w dworku hrabiego Tomasza Stadnickiego. W tym czasie cesarz przebywał w Krzeszowicach, gdzie gościł w majątku hrabiego Stanisława Stadnickiego.
   W czasie ośmiodniowego pobytu monarcha wstawał codziennie około godziny czwartej rano, udawał się na przechadzkę po parku pałacowym, następnie kierował się do kaplicy, gdzie wysłuchiwał mszy świętej. Po jej zakończeniu asystował przy dojeniu krowy, a przy tej okazji wypijał trzy szklanki świeżego mleka. Później dosiadał konia i udawał się na manewry. Pieczę nad całościowym przebiegiem manewrów sprawował arcyksiążę Albrecht Fryderyk.[54]
 
       
 
 
Arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg w zbroi rycerskiej oraz mundurze około1860 r
(Zdjęcia ze zbiorów Ireneusza Seneckiego)


[1] Arkadiusz Bednarczyk, Jak cesarz Franciszek Józef podróżował po podkarpaciu, w: Super Nowości z 18 marca 2014 r.
[2] Praca zbiorowa, Encyklopedia szkolna, Historia, Warszawa 1993, s. 501.
[3] Marian Tyrowicz, Jan Tyssowski i rewolucja 1846 r. w Krakowie, dzieje porywu i pokuty, Kraków 1986, s. 145.
[4] Ibidem, s. 137-139.   
[5] Henryk Batowski, Rozpad Austro-Węgier 1914-1918 (Sprawy narodowościowe i działania dyplomatyczne), Kraków 1982, s. 59.
[6] Stanisław Grodziski, op. cit., s. s. 163-169.
[7] Johann Georg Kohl, Reisen im Inneren von Russland und Polen, tłum. Stanisław Schnür-Pepłowski, w Karolina Grodziska, Gdzie miasto zaczarowane, księga cytatów o Krakowie, Kraków 2003, s. 196-197.
[8] Czesław Czum, Leszek Mazan, Austriackie gadanie czyli encyklopedia galicyjska, Kraków 2013, s. 411-414.
[9] Stanisław Wyspiański, Wesele, Kraków 1978, Akt I – scena 30, wiersze 1098-1110.
[10] Zbigniew Fras, Galicja, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2003, s. 144-146.
[11] Henryk Wereszycki, Historia Austrii, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich - Wydawnictwo Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk, Łódź 1986, s. 202-203.